---->  Polski serwis internetowy - Edyta Bartosiewicz - kobieta - matka - gwiazda  <---- Autor: Kamil Kochn

 
 -home
 -biografia
 -albumy
 -projekty
 -newsy
 -galeria
 -multimedia
 -wywiady
 -recenzje
 -relacje
 -kalendarz
 -chwyty
 -sonda
 -humor
 -teksty
 -forum
 -virtual edi
 -twój głos
 -fan-club's
 -fc XXI wiek
 -formularz
 -linkownia
 -banery
 -english
 -księga gości
 -o stronie
 -kontakt
 -autor
 -info

Zagłosuj ! ! !

Jeżeli możesz kliknij poniżej-oddasz swój głos na stronkę...
Wystarczy jedno kliknięcie



 

 

 

 

 

 :: Relacje ::


RElACJE
 sprawozdania z różnych stron

Spotkanie w stolicy...

6 styczeń 2001 rok-data nie różniąca się niczym szczególnym od innym dat (może tym, że to pierwszy weekend nowego tysiąclecia) A jednak...na 6 stycznia zapowiedziane było spotkanie grupki osób z Edytą Bartosiewicz, która sama wyznaczyła miejsce spotkania i z pomocą asystentki wybrała „ekipę towarzyszącą” (czyli osoby, najbardziej angażujące się w promocję osoby Edyty Bartosiewicz, a prościej mówiąc osoby, które coś robią). Uczestniczenie w takim spotkaniu to wyróżnienie, istny zaszczyt, choćby ze względu na „bohaterkę” tego całego zajścia. W końcu nie, na co dzień ma się przyjemność obcowania z utalentowanym artystą.

Godzina 14:00, ulica Bracka, Warszawa, „pewna kawiarenka” (celowo nie podaję nazwy, by tłumy wiernych fanów nie splądrowały tej „pewnej kawiarenki”, w której Edyta od czasu do czasu spędza swój wolny czas-oczywiście żartuję) – takie dane otrzymał każdy z zaproszonych gości. Pogoda tego dnia nie była „imponująca”, totalna szaruga, „wodospady łez”, jednak w sercu czuło się ciepło na samą myśl o spotkaniu z Edytą, jakaś nieznana energia dodawała otuchy, pchała do przodu.

Ze znalezieniem Brackiej nie było zbytnio dużego kłopotu, albowiem ta ulica znajduje się obok znanego Centrum Handlowego.

Przechodnie zapytani o ulicę Bracką kręcili głowami. Czyżby warszawiacy nie znali swojej okolicy? A może sami błądzą w poszukiwaniu właściwej drogi do domu. Ulokowanie samochodu na warszawskim parkingu należałoby rozpatrywać pod pojęciem cudu...Warszawę da się lubić.

Edyta od urodzenia mieszka w Warszawie (swego czasu przebywała w Londynie) i z pewnością przyzwyczaiła się do warunków panujących w stolicy naszego pięknego kraju.

Jenny (tak nazwę chwilowo Edytę) pojawiła się w umówionym miejscu tuż po godzinie 14:00-tej, wchodząc do lokalu rozejrzała się bardzo dyskretnie na boki, po czym zsunęła okrycie głowy...a spod jej pasiastej czapki ukazały się kruczoczarne włosy Edyty (przypominam, że to naturalny kolor włosów Edyty). I w tym momencie podeszliśmy do artystki. Z ogromnym uśmiechem na twarzy Edyta zaczęła witać każdego z osobno, dało się wyczuć, że była mocno podekscytowana. Każde spotkanie z fanami dla Edki jest nowym przeżyciem, pewnym doświadczeniem(...)

Pierwsze minuty spotkania zostały przeznaczone na krótką autoprezentację. Co ciekawe, Edyta stwierdziła, iż przypominam aryjczyka, Niemca (kojarzy mi się to z rasą aryjską) Fakt, jestem blondynem, niebieskie oczy, wyskoki wzrost, ale daleko mi do ideału. (To taka mała dygresja, na rozluźnienie)

Edi bardzo szczerze wyrażała swoje opinie o zebranych. Nie można jednoznacznie określić tematu toczących się rozmów, po prostu o wszystkim i o niczym, taka luźna rozmowa, swojska gawęda.

Nagle w lokalu rozbrzmiała muzyka Edyty Bartosiewicz, jakież było zdumienie...

Edyta zafundowała posiłki i „bezalkoholowe drinki”, prosiła, byśmy wybierali z menu, co tylko sobie życzymy. Z jednej strony nie chciałem odmawiać, a z drugiej cisnął mnie wstyd. Nie jestem przyzwyczajony, by ktoś za mnie płacił, a tym bardziej, jeżeli jest to kobieta i to w dodatku taka wybitna.

Edyta Bartosiewicz-kobieta-matka-gwiazda, to tytuł mojej witryny internetowej.

Edyta dziękowała za stworzenie tego serwisu...

Na stronie zamieszczam m.in. opinie pozytywne, jak i negatywne o Edycie, prawdziwy artysta krytyk się nie boi. Przy okazji Edyta spytała się czy czasem nie czytałem felietonu „Nasi Milusińscy” 30 ton?

Oto ten felieton poniżej:

„Nasi Milusińscy - Edyta Bartosiewicz
 

Niewielu kobiet boję się, przed tą mam strach jak diabeł przed święconą wodą. Być może dlatego, że prawie wszystkie moje spotkania z nią były okraszone awanturami, pretensjami, niecenzuralnymi słowami. Niekoniecznie z mojego powodu, ale mnie przestraszyły.
Raz okazało się, że Edyta Bartosiewicz nie cierpi być źle oświetlana podczas zdjęć. My chcieliśmy mieć klimatyczne, przekolorowane zdjęcia, a zostaliśmy pogonieni gdzie pieprz rośnie. Zanim dojechaliśmy z ekipą do biura, nasz szef był już o wszystkim poinformowany, a menadżer Edyty dzwonił do niego średnio co pięć minut. Innym razem oberwał chłopak, który w swojej recenzji płyty Edyty zauważył, że wokalistka ściemnia biegając w teledysku z gitarą, bo na płycie wcale tej gitary nie słychać. No cóż, nie dosłuchał się biedak gitary, która była, przekonał się jednak, że Edyta jest wirtuozem bronienia swoich interesów. Bywały też miłe spotkania.
Pamiętam zdjęcia do 30 Ton, kiedy Edyta zaprosiła nas do siebie do domu. Opowiadała o swoich ulubionych przedmiotach, meblach, pomieszczeniach w domu. Było naprawdę miło, a łazienki zazdroszczę Edycie szczerze, choć to bardzo nieładnie!
Ostatnio ukazała się płyta "Dziś są moje urodziny". Nie udało nam się, niestety porozmawiać z artystką, odmówiła. Szkoda.
Prawda jest taka, że właśnie w tym miejscu felietonu utknęłam. Z jednej strony chciałbym opisać wszystkie negatywne odczucia, które wzbudza we mnie Edyta. To że potrafi być niesympatyczna, że ludzi traktuje z góry, że jest bardzo cienka i płynna granica między sielanką a nadepnięciem Edycie na odcisk i straszną awanturą.
Boleję też nad tym, że naszym rodzimym artystom brakuje pokory wobec tego co się nazywa promocją i "użyczeniem siebie" dziennikarzom, tylko po to w końcu, by ich płyta lepiej się sprzedała.
Z drugiej strony chciałabym napisać, że Edytę cenię za to co robi w muzyce. Za to, że zmienia się. Zmienia się jako artystka i jako kobieta, że potrafi być totalnie odlotowa, a chwilę później bardzo kobieca.
Chcąc podsumować moje ambiwalentne odczucia na temat Edyty, powiem krótko: służbowo boję się jej i oby jak najmniej artystów z takim charakterem trafiało mi się w pracy. Prywatnie sądzę, że mogłabym z taką osobą prowadzić godzinne rozmowy i nie nudzić się. Ale to przywilej przyjaciół, nie branży (sic!).
Anna Hernik


Fakt, Edyta jest osobą o mocnym charakterze, można czuć do niej respekt, ale na litość boską jak można się jej bać???
Przecież jest słodka jak „Mandarynka”, no może czasami zachowuje się jak „Buntowniczka”, ale ogólnie jest łagodna niczym „Dziecko”.
Jeszcze jedno, co zauważyłem, Edyta ma ogromne poczucie humoru, lubi się śmiać i żartować. Mam wrażenie jakby była moją przyjaciółką z dzieciństwa.
No! Czas do domu! Koniec tego dobrego. Moc uścisków, pocałunków, tysiąc uśmiechów. Żegnam wszystkich, odchodzę z nadzieją, że kiedyś tu powrócę...
Do tej pory wspominam bardzo miło to spotkanie, takiego wydarzenia nie można wymazać ze swojej pamięci, jak danych z komputera
Kamil Kochn

 

::..W górę ..::

 

 

Właścicielem i autorem serwisu jest Kamil Kochn. 
Kopiowanie, modyfikacja strony bez zezwolenia autora zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis powstał z myślą o promowaniu osoby Edyty Bartosiewicz.